kredyty bez bik

3, 2, 1... START!

Rozpoczynamy kolejny rok działalności 
Licealnego Teatru Muzycznego!
 
Dzwonek. Wychodzę z klasy i udaję się ku sali gimnastycznej, gdzie – jak się okazuje – zmierza spora część społeczności szkolnej. Ku naszemu zaskoczeniu, duża grupa zainteresowanych obcowaniem ze sztuką znajduje się już w środku. Nowe twarze. Nowe wyzwania. Z wielką radością witam znajomych i z nie mniejszą euforią przysłuchuję się świeżo przybyłym na spotkanie profesorom prowadzącym.
 
"Siedmiu wspaniałych"?

Marek Skoczek, Tomasz Przywara, Ewelina Łagowska, Andrzej Kozek, Łukasz Kumor, Łukasz Dziurzyński to nauczyciele, który podjęli się (nie ukrywajmy) ciężkiego zadania pracy z nami. W roli wiernego rycerza i prawej ręki Bartłomiej Feret. – Jesteśmy w stanie zrobić wiele, ale nie uda nam się nic bez waszej pomocy i własnej inicjatywy. Nie bójcie się pierwszego kroku.

Coś dla każdego, czyli podzespoły.

W tym roku, jak i w poprzednich latach stawiamy na zainteresowania i uzdolnienia. Jeśli lubisz, bądź chciałbyś śpiewać i spróbować swoich sił, zwróć się do Sabiny Mazur i Anety Rolek – odpowiedzialnych za oprawę wokalną. Pasjonuje Cię taniec? Zgłoś się do Justyny Ochał, Kingi Filipek, Sary Marciniec bądź Eweliny Róg. Tych, których interesuje aktorstwo pod swoje skrzydła obejmą Monika Kozioł, Monika Wszołek i Paulina Kubas. Obsługa techniczna to podstawa. Wszystko na ten temat wie Łukasz Dziedzic. Mile widziane są również osoby, którym nie obca jest igła i nić. Projektowanie kostiumów jest niezwykle ważne.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.


- Potrzebujemy i usilnie poszukujemy męskich wokali. Wierzymy, że wśród was znajdzie się ktoś odważny. Spróbujcie swoich sił. Możemy zamienić rolę męską na żeńską, lecz są to pojedyncze przypadki. Nawet jeśli znacie śpiewającego chłopca, który nie chodzi do naszego LO, dajcie nam znać. Czekamy. – mówił prof. Skoczek.

Musical.


W tym roku zajmiemy się dziełem, jakim są ,,Nędznicy” (na podstawie powieści ,,Les Miserables” francuskiego pisarza Wiktora Hugo). W związku z tym istnieje możliwość wyjazdu do Warszawy na tenże spektakl. Liczymy na wielu zainteresowanych, w innym przypadku wycieczka się nie odbędzie. Szczegółowe informacje u naszych uczennic Marysi Wojton i Ani Batory.

Liczymy na was.


Będzie świetnie, jeśli jak najszybciej zamkniemy listy chętnych pracy przy musicalu. Wtedy podzielimy scenariusz na role i poszczególne osoby. Czas szybko płynie. Jednak możemy zapewnić, że chwile spędzone w teatralnej atmosferze pozostaną wieczne i niezapomniane. Do dzieła!

 Paulina Kubas

 

Les Miserables 

19.04.2011r. Ostatni spektakl „Dzwonnika z Notre - Dame”.

Tego samego dnia, wspólnie z p. Tomaszem Przywarą,  p. Bartkiem Feretem i p. Łukaszem Kumorem, we wczesnych godzinach popołudniowych, zabieramy się za radykalne sprzątanie.

Bezlitośnie niszczymy scenografię. To, co przez tyle miesięcy powstawało w pocie, rozsypuje się teraz pod wkrętarkami  i zamienia w stertę śmieci. Z łezką w oku, chowamy do naszej teatralnej „szafy”, ogromną kolekcję strojów, dzieła p. Eweliny Łagowskiej, z których jeszcze emanują duchy poszczególnych postaci.

Ale co dalej?

Kiedy w murach naszej szkoły, jeszcze echem dźwięczały gorące wspomnienia ze wspólnie przeżytych  chwil z "Dzwonnikiem…", myślami wybiegamy w kolejny rok szkolny. Wyzuci z wszystkich sił i chęci, widzieliśmy jedynie wątpliwości i szereg przeszkód, których widmo przerażało i zniechęcało. Przeszłość jednak koiła optymizmem i wskazując na doświadczenie kazała wierzyć, że te problemy znajdą po drodze swoje rozwiązania.  

Wiedzieni tym światełkiem, stopniowo, w głowach rodziła się chęć wyruszenia w nową „podróż”. Trudno powiedzieć czym jest ta siła, czy drogą w realizacji każdego spektaklu, czy sama inscenizacja. A może jedno i drugie tworzą tę magiczną całość i nieporównywalną z niczym przygodę i satysfakcję.

W przeciwieństwie do dylematów, które o tej porze szarpały nami w poprzednim roku, tym razem wybór sztuki jest jasny i jednoznaczny –

 -"LES MISERABLES".

Aby zabrać się za realizacje kolejnego musicalu, zasada jest ta sama co poprzednio i tylko pozornie prosta. Trzeba przede wszystkim odrzucić klimat poprzedniej sztuki, co nie jest takie łatwe, a do czego, nie ukrywam, najlepszy jest czas. Z tym jednak, jak zwykle, jest krucho. Oprócz  terapii odwykowo-czasowej, trzeba teraz wejść do świata nowych bohaterów,  ich przygód, problemów, czasu i miejsca w którym żyją, ich myśli i uczuć. Wszystko po to, aby zrozumieć, wyobrazić sobie i przenieść to wszystko na scenę. A jedyną drogą ku temu jest nic innego, jak wyczerpanie i zagłębienie się we wszystkie możliwe źródła. Począwszy od książki, filmów w różnych wydaniach, aż w końcu dotarcie do możliwie jak największej liczby interpretacji teatralnych, inscenizowanych w różnych krajach.

W pierwszej chwili, czytając tytuł (mam tu na myśli korzenie tego musicalu czyli powieść Wiktora Hugo „Nędznicy”), rysuje się w wyobraźni jakaś marginalna zbiorowość ludzi, żyjących w skrajnej, materialnej nędzy, a prymitywny instynkt samozachowawczy podpowiada, że stali się tacy na własne życzenie. Gdy przebrniemy jednak przez książkę (koniecznie przez książkę), zobaczymy, że wszyscy bohaterowie, bez względu na stan, pochodzenie, tytuły szlacheckie czy majętność, są tam, w jakimś sensie, nędznikami. Mam wrażenie, że nie jeden czytelnik mógł w nich odnaleźć coś swojego, jakiś fragment samego siebie a może, odważę się to powiedzieć,  każdy z nas, choć przez chwilę był lub będzie, w jakimś sensie, choć po trosze, każdym z nich…?
Jan Valjean, jedyny bohater,  którego spotykać będziemy od samego początku do samego końca. Wędruje przez całą sztukę, jest pewnego rodzaju nicią zszywającą poszczególne wątki, „światy”, sceny i obrazy. Jego metamorfoza, za przyczyną ks. Myriela, oczarowuje i chwyta za serce. Jest pewnego rodzaju modelowym wzorcem świętego tamtych czasów.


Jedną z niewielu osób, o czystym sercu, którą spotyka na swej drodze i w której się zakochuje, jest Fantyna. Cóż takiego w niej zobaczył?  Okoliczności ich spotkania były opłakane. Fantyna, fałszywie oskarżona o pobicie jakiegoś bezdusznego młodzieńca, wychudzona, brudna, bez zębów, włosów, w podartej sukience, zarabiająca na życie w sposób najbardziej hańbiący osobę kobiety.


 Może ujrzał w niej siebie sprzed kilku laty, kiedy sam był na tym dnie jako więzień, bez godności, imienia, jako nie człowiek, ale numer 1462? A może był jednym z tych nie wielu, którzy potrafią u innych, w oczach zobaczyć prawdziwy obraz duszy…?


Grupa „Abecadła”. Enjolras (Ążąlra), Combeferre (Kąfer), Jan Prouvaire (Jan Pruwer), Feuilly (Feji), Courfeyrac (Kurfejrak), Bahorel (Baurel), Bossuet (Bosuet), Grantaire (Grater)


GRUPA w dosłownym tego słowa znaczeniu, wpatrzona w „lepszą przyszłość”, żyjąca utopijnymi marzeniami,  własne ideały przekładająca ponad wszystko, nawet za cenę śmierci, która, wydawało by się, jest dla nich jedynie zabawą, jedną z kolejnych przygód. W swoim gronie, w małym ciasnym szynku, w głowach zmieniają cały świat. Nie rzucają pustych słów ale rzeczywiście idą za marzeniami i … giną. Dla lepszego jutra, choć  nazajutrz nikt ich imion nie pamięta. Ale dla nich ta pamięć chyba i tak nie miała znaczenia. Szaleni, młodzi, prawdziwi, piękni męczennicy, do końca wierzący w swoje ideały choć nie do końca przekonani w swój sukces.   

Mariusz. Albo raczej „dwa Mariusze”. Pierwszy , który żył ideałami, światem lepszego jutra, trochę jakby naiwnie, bez  jakiegoś przekonania, że rzeczywiście tak by mogło być. Wymyślonego malującego się wśród jego towarzyszy, śpiewających o lepszym świecie. W tym wszystkim rodząca się w nim miłość do Kozety, miłość doskonała, pierwsza, młodzieńcza, która wybucha w jednej chwili i scala ten jego świat w jedną cudowną rzeczywistość.


 I ten „drugi Mariusz” Po tym jak wraz ze śmiercią jego przyjaciół, wśród nich też i Eponiny, żyje w szczęśliwym małżeństwie ze swoją ukochaną ale za cenę utraty przyjaciół  z  "ABECADŁA". Czy jego miejsce jest tu przy Kozecie, czy przy jego przyjaciołach? Zrobił wszystko, żeby być tam gdzie oni, ale los zechciał inaczej. Echem wraca świat „sprzed barykady”. Odtąd będzie nieszczęśliwie-szczęśliwy, osamotniony - przy boku najlepszego, prawdziwego i jedynego przyjaciela Kozety. Z perspektywą na nowe dostatnie życie - które w blasku tamtej przeszłości, straciło smak i nie da się już nic z tym zrobić.


Eponina. Każdy, czy też prawie każdy, w swoim życiu ma tzw. „pięć minut szczęścia”. Szczęścia na miarę własnych  marzeń, dążeń. Eponina wyzbyła się tych złudzeń. W jakiś sposób czuła, że jej „pięć minut” nigdy nie przyjdzie a jedynie na co może liczyć, to jej własny świat wyobraźni. Ucieka więc i chowa się w tym świecie i marzy.  Marzy, że przyjdzie Mariusz, weźmie ją za rękę i poprowadzi przez srebrzysto-deszczową noc, ulicami Paryża.  W tym wszystkim zachwyca jej pogoda ducha zwłaszcza, że sama wie, że takich jak ona, w życiu nie może  nic dobrego spotkać. Kiedy ginie na barykadzie, ratując Mariuszowi życie, nie czuje żalu. Śmierć, która zaraz przyjdzie, nie ma żadnego znaczenia, bowiem wartość jej życia, dla niej, to tylko te chwile, w których mogła marzyć, a skoro marzenia zabierze na tamten świat, to czym jest śmierć…? A przy tym umiera jeszcze w ramionach rzeczywistego Mariusza. Mieszają się tu jej dwa światy - realny i wyimaginowany.  Nawet umierając, umie marzyć - jego dotyk staje się spacerem, jej mokre skrwawione ubranie staje się ciepłym deszczem, który nie zabija ale jak sama śpiewa „…do życia budzi kwiat”

Oprócz nich znajdziemy tam wiele innych równie wielkich, pięknych ale i okrutnych postaci, których nie chciał bym tu teraz naświetlać, a których obraz duszy poznacie i nazwiecie sami.

Poza napotkaniem tam różnorodnych bohaterów, widz  przeżyje pewnego rodzaju szybką i dynamiczną podróż przez wyjątkowo liczne i skrajnie odmienne miejsca,  realne i te ze wspomnień. Raz wydarzenia powiodą nas ulicami Paryża, gościńcami do wiejskiego szynku,  okrutnego miejsca przebywania więźniów skazanych na galery, barykadę w ogniu walki, przez labirynt kanałów, po to by znów z  prędkością zmiany scenografii przenieść się i podążyć wzdłuż  XIX wiecznych kamienistych deptaków Paryża.

Serdecznie zapraszamy na nasz spektakl wszystkich tych, którzy mają dość widoku reklam, zapewniających  „wieczne szczęście”, programów i filmów, w których grzechem jest myślenie, którzy tęsknią za czymś prawdziwym. Zapraszamy do naszego małego – nieskończonego, teatralnego świata wyobraźni, którego się nie ogląda ale w którym się jest. W którym prawdziwy jest śmiech i prawdziwe są łzy, w którym zaciera się granica między widzem a aktorem. Gdzie, nawet  gdy spektakl się skończy, w myślach wszystko dopiero się zaczyna…

M. Skoczek